04-04-2012

Macierzyństwo zawsze wydawało mi się najbardziej kobiecą rzeczą na świecie, ale chwilowo dostrzegłam potrzebę dodatkowego wzmocnienia przekazu.

Na wiosenne przesilenie, na pogodę w kratkę, na PMS, najlepsze są zakupy.

Już dawno na nich nie byłam, bo też, rzadko bywają mi potrzebne ciuchy inne niż domowy dresik, a w mojej pracy obowiązuje monotonny biały dress-code.
Nie jestem szafiarką. Mam zerową wiedzę o modzie, nie mam drygu i czasu do szperania w szmateksach ani polowania na wyprzedażach, a poza tym moja cierpliwość do dziecka wyczerpuje wszelkie zasoby cierpliwości na innych płaszczyznach życia. Ale tym razem, w lutealnej furii zostawiłam dziecko z mężem, przykazałam mu zrobić porządki, obiad i pranie, a sama poszłam sobie na zakupy.

Podziałało. Humor mam o niebo lepszy.

Z okazji udanych łowów prezentuję wam moje krzywe pęciny w obcasach, a do tego na wskroś klasyczny trencz-szlafrok, i kusa sukienka w groszki (schowana nie pod trenczem, a w szafie).

Córce kupiłam dwa bodziaki i turkusowe rajtki w kropki. Pewnie powinnam wam zaprezentować Jagodę w tych odjechanych rajtkach, ale byłam zbyt skoncentrowana na sobie, żeby jej zrobić zdjęcie…
Zakupy to mało rozsądny sposób na chandrę, biorąc pod uwagę moje aktualne bezrobocie, które rozpoczęłam oficjalnie z pierwszym dniem kwietnia, ale co tam… Przez dwa tygodnie, zanim pójdę do pracy, mogę poczuć się jak utrzymanka i utwierdzić się w przekonaniu, że mi ten stan nie leży, w przeciwieństwie do tego boskiego trenczu i bucików…

Ach… Podobnie jak Mucha (aktorka nie ministra), jestem teraz Matką Polką na Wysokich Obcasach… : )

 

03-03-2012 Matka Polka Rezydentka

Proszę Państwa, to właśnie ja zgarnęłam rezydenturę z Pediatrii!!! Radość przeplata się z ulgą. Cieszy mnie to przeogromnie.

Jednocześnie szczerze rozumiem rozgoryczenie wszystkich pod kreską, a przynajmniej tych blisko niej, którzy w normalnych okolicznościach, też zasłużyliby na etat rezydencki.

Niemniej jednak, jutro rano Matka Karmiąca, poda dziecku kaszkę na śniadanie, a sama dziś wieczorem wprowadzi się winem w stan, w którym nie była od bardzo, bardzo dawna…

Fajnie mi.

Fajnie mi!!!

Z tej okazji pokażę Wam jak moje dziecko do szuflady wchodzi : )

23.03.2012 Poszła…

Do tej pory poruszała się tylko w asyście mobilnych mebli, wszelkich chodzikopodobnych bibelotów, stolików, krzeseł, albo za rączkę. A tu proszę – pewnego dnia, zadziałała wewnętrzna motywacja, zachęty mamusi, wsparcie pieska i poszła! Szkoda, że nie widzicie mojej łezki w oku po drugiej stronie :)

 

21-03-12 Wiosna nie tuż-tuż, a już!!!

Pierwszy Dzień Wiosny, dla wielu milionów osób mieszkających w klimacie umiarkowanym, to prawdziwy powód do świętowania. Jest na tę okazję wiele obrządków, żeby godnie tę Wiosnę przywitać.

Jak obchodzę ten dzień?

Wprawdzie nie topię marzanny, bo to jeszcze bardziej brutalne niż krzyżowanie Jezusa przed Wielkanocą, a że ze sprzątaniem, podobnie jak z przemocą, również mi nie po drodze, ograniczam się do wietrzenia pościeli i chowania zimowych kurtek do piwnicy, z cichą nadzieją, że nie będę musiała po nie sięgać aż do kolejnej zimy. No ale przede wszystkim, w ramach obchodów Wiosny, dużo, bardzo dużo spaceruję.

Czyż nie byłoby piękne, gdyby ten wyjątkowy dzień w kalendarzu, był wolny od pracy, żebyśmy mogli posłuchać ptaszków, kibicować pąkom na drzewach i podleczyć trochę wszelkie pozimowe doły?

Z przyjemnością zrezygnowałabym z Trzech Króli, Wniebowstąpienia, albo Bożego Ciała, na rzecz Wiosny, a Wy?

Skoro już społecznie dojrzewamy do finansowania Kościoła z kieszeni jego wyznawców, a nie z budżetu państwa, może byśmy dodali więcej świeckości przy ustalaniu kalendarza ustawowych dni wolnych od pracy?

A poniżej, specjalnie dla cioci lek. stom. Anny (o nazwisku brzmiącym, jak pewien przekorny wiosenny miesiąc) – elementy wdrażania higieny jamy ustnej, od niemowlęcia. Wykorzystuję naturalną zdolność dziesięciomiesięczniaka do małpowania. Tak więc szorujemy, nie pękamy, a potem na spacer!

19-03-12 Buciki tuptusia

W przedpokoju obok Daniela kajaków i moich melisek zamieszkała para małych butków, rozmiar 23, w których moja Mała Istotka całkiem sprawnie przemieszcza się w pozycji wertykalnej podtrzymywana za rączki. Rozczula mnie ten widok.

Niestety Jagoda woli dreptać boso, ewentualnie  w skarpetach antypoślizgowych, i przy pierwszej okazji łapie za kokardy, ściąga ten gustowny obów z nogi i rzuca nim przed siebie, a do tego najczęściej trafia we mnie, całkiem przypadkiem.

Mam nadzieję, że zdoła się przekonać do swoich pierwszych bucików, zanim z nich wyrośnie.

A ja, do końca marca na urlopie, czekam na wynik wiosennego rozdania rezydentur i łudzę się, że może, to jedno, jedyne miejsce specjalizacyjne z pediatrii, przyznane łaskawie przez Mistera Zdrowia (wprawdzie przystojnego, ale cholernie nieudolnego), przypadnie właśnie mnie.

A jeśli nie?

Cóż. Pójdę do urzędu pracy, zarejestruję się jako bezrobotna, a potem życie będzie miało okazję mnie zaskoczyć…