Matras – wywiad

Nie ukraszając tego wpisu listą zastrzeżeń, które mam do do swojego języka, treści, sposobu mówienia, mimiki, gestykulowania, włosów, makijażu i niezbyt twarzowej (jednak) zieleni – zapraszam Was do mojego debiutu przed kamerą – w roli osoby odpytywanej :)

30 lat mam, pora się ze sobą oswoić, więc w ramach oswajania obejrzałam to raz, jeden, jedyny :)

 

Let her choose!

Potrafię sobie wyobrazić dziesiątki sytuacji, w których ZROBIŁABYM SOBIE ABORCJĘ.

Jeśli nie wyobrażasz sobie takich okoliczności dla siebie – pewnie nie masz macicy.

Jeśli nie wyobrażasz ich sobie również dla innych – pewnie nie masz wyobraźni.
Mój światopogląd w tej sprawie wyda się Wam radykalny w kontekście tego, co się szykuje, a nawet w kontekście tego, co nazywa się „kompromisem”.

Dla mnie istnieje jedna uniwersalna przesłanka do wykonania aborcji: BRAK WOLI KOBIETY do kontynuowania ciąży.

Mówię to z pełną odpowiedzialnością.

Aktualnie realizacja tej woli jest możliwa tylko w wybranych okolicznościach limitowanych przez prawo, zgodnie z którym można zastosować środki wczesnoporonne przed 12 tygodniem (“gdy ciąża z przestępstwa”), wyindukować poród przed 24 tygodniem („gdy wada”), albo w dowolnym momencie (“gdy zagrożone jest życie matki”).

Zgodnie z tym nie powinno być problemu z egzekwowaniem prawa do sprawnej interwencji w ciąży pozamacicznej (bez oczekiwania na cudowne wstąpienie pęcherzyka do jamy macicy, albo wykrwawienie się kobiety), ale też ukończenia ciąży dużo przed terminem porodu (gdy na przykład w kobiecie równolegle z ciążą rozwija się nowotwór, a trwanie ciąży zmniejsza szanse matki na wyleczenie).  Prawdę mówiąc: raczej nie ma też problem z umówieniem sobie cesarki na życzenie w 38 tygodniu w piątek, po pracy, przed weekendem.

Nie rozumiem, dlaczego państwo uzurpuje sobie prawo do oceniania naszych powodów, jeśli oczywiście mamy do czynienia z kobietą zdrową na głowę.

Rzeczywiście – czasem istnieje podejrzenie, że ciężarna jest chora psychicznie, albo nie rozumie sytuacji, w której się znajduje.

Na przykład:

– chce sobie zrobić aborcję w 30 tygodniu, bo się rozmyśliła

– chce urodzić w 36, bo już jest zmęczona ciążą, albo zauważyła rozstępy,

– chce zajść sobie w ciążę, a potem rytualnie zrobić katolom na złość i się wyskrobać w Wigilię Bożego Narodzenia (przypominam nieśmieszne groźby pani Katarzyny Bratkowskiej)

Takie sytuacje należy rozpatrzyć indywidualnie: uświadamiać, rozmawiać, ale też (jeśli trzeba) ubezwłasnowolnić, objąć nadzorem, zamknąć w zakładzie psychiatrycznym, pozbawiać po porodzie praw rodzicielskich, ect.

Ale zazwyczaj, kobiety SĄ MĄDRE.

Chcą dobrze. Marzą, żeby rosło w nich dziecko TEGO faceta, żeby znalazło się tam DOBROWOLNIE i w ODPOWIEDNIM CZASIE i żeby było ZDROWE.

Na prawdę wierzycie, że gdy tak nie jest, w chwili decyzji o aborcji liczy się dla niej zdanie  PANÓW posłów, PANÓW biskupów, albo innych ludzi oczekujących od nich męczeństwa?

Nie liczy się. Weźmie pod uwagę opinie uznanych przez siebie autorytetów, informacje od lekarzy, hipotetyczne wsparcie od społeczeństwa.

To powinien być obszar dla państwa, kościoła i obrońców “życia poczętego”.

Zastanawia mnie głęboko:

Dlaczego Pemier Szydło (wtórując Panu Kaczyńskiemu) chwali się brakiem dyscypliny posłów w sprawie głosowań światopoglądowych, a miałaby być jakakolwiek dyscyplina obywatelska w sprawie stosowania się do prawa reprezentującego jeden światopogląd?

Pro-life-owcy, w duchu swojego światopoglądu: dorzućcie sobie 9 miesiecy do waszego wieku, świętujcie datę poczęcia, zamiast urodzin, i nadawajcie PESEL każdemu plusikowi na teście.

A tak serio:

Zamiast zmuszać, spróbujcie po prostu przekonać.

Nie oceniajcie, tylko wspierajcie.

Nie karajcie, tylko się po swojemu módlcie.

 

 

Jestem za naruszeniem tak zwanego „kompromisu”.

Prawo należy bezwzględnie zliberalizować.

Założę się, że cokolwiek się w tej kwestii nie wydarzy: aborcji ani nie ubędzie, ani nie przybędzie.

Zmieni się tylko bezpieczeństwo kobiet i… będziemy się wstydzić za kolejną łatkę: że Polacy za granicą kradną, wymuszają świadczenia, ale też się na potęgę „skrobią”…

recenzje przedpremierowe

Mam nadzieję, że tak samo jak mnie miło czyta się te recenzję, tak Wam fajnie będzie przemykać po kartkach książki :)

Premiera już za chwilę :)

http://www.znak.com.pl/getReviewFull,id,3972

http://bookendorfina.blogspot.com/2016/03/pokalane-poczecia-natalia-roginska.html

http://kasiek-mysli.blogspot.com/2016/03/pokalane-poczecia-natalia-roginska-o.html

http://zblogowani.pl/wpis/3169618/pokalane-poczecia-natalia-roginska-przedpremierowo

http://naczytane.blogspot.com/2016/03/przedpremierowo-pokalane-poczecia.html

http://www.nieperfekcyjnie.pl/2016/03/pokalane-poczecia-natalia-roginska.html?m=1
http://mirabelkowabiblioteczka.blogspot.com/2016/03/pokalane-poczecia-natalia-roginska.html

http://majuskula.blogspot.com/2016/03/natalia-roginska-pokalane-poczecia-36.html

http://rudarecenzuje.blogspot.com/2016/03/natalia-roginska-pokalane-poczecia.html

 

I’m back!

http://www.proszynski.pl/Pokalane_poczecia-p-34624-1-30-.html

Oto zapowiedź mojej nowej książki.

Wiem, że niektórzy czynnie się nią interesowali, pytając mnie co chwilę „kiedy następna?”.

Długo na nią czekaliście, bo w międzyczasie dbałam, żeby proza mojego życia, była równie atrakcyjna, co ta kreowana w literaturze. A to bardzo czasochłonne zajęcie, przy dwójce maluchów, dynamicznym mężu, etatowej pracy,  kosmicznych aspiracjach i jeszcze chęci, żeby w domu pachniało chlebem na zakwasie :)

I co? Przeczytacie?