Recenzja Aleksandry Hudymy

Jestem gruba, to widać„Grubym jest wszędzie miękko. Otulina z tłuszczu działa jak anatomicznie dopasowana poduszka i nawet na niedopasowanych siedzeniach w autobusie pozwala czuć się komfortowo. Nic nie uwiera, nic nie gniecie. Tylko sprzączka od stanika wrzyna się w ciało, ale z czasem zaczynasz ją ignorować – mówi Magda Jabłczyńska, główna bohaterka książki Natalii Rogińskiej zatytułowanej „Gruba”. Autorce udało się stworzyć lekką powieść o wcale nielekkim problemie.

„Wiele rzeczy musisz nauczyć się ignorować” – ciągnie bohaterka. I wylicza: „spojrzenia kobiet, które traktują cię jak przestrogę przed przyswojeniem nadprogramowej liczby kalorii”, brak spojrzeń mężczyzn, dla których grubaska to istota aseksualna, nowe kolekcje ubrań w sklepach, które nie wykraczają poza kanon 34-42. Ignorujesz własne odbicie w lustrze, a najchętniej stałabyś się przezroczysta, niewidoczna. Przezroczystość chroni przed natrętnymi spojrzeniami przechodniów, nietaktownymi uwagami, okrzykami dzieci. Zadziwiające, że zarówno „grubaski”, jak i anorektyczki chcą zniknąć.

Książka Natalii Rogińskiej wydaje się lekka, choć jej bohaterce przez większość życia lekko nie jest – dosłownie i w przenośni. Magda Jabłczyńska różni się od standardowych bohaterek literatury kobiecej. Ma 28 lat, jest świetną graficzką, zarabia i czeka na klucze do własnego mieszkania. Jest mądra, ironiczna, błyskotliwa, zabawna. A jednak ma jeden „defekt”, jak wszyscy, tylko, że akurat ten jest bardziej widoczny od innych. Bohaterka to kobieta niestereotypowa, a jednak z sobą niepogodzona. „Gruba” nie mówi „taka jestem, możecie mnie akceptować, albo nie”. Zajadanie się batonikami ma w tle problemy. Któregoś dnia Magda rozpoczyna walkę z tuszą, czyli z samą sobą. Już nie chce znikać. Jest oczywiście ciężko, walczy powoli, mozolnie. To się dzieje realnie, krok po kroku, a nie za dotknięciem czarodziejskiego skalpela w nowootwartej klinice chirurgii plastycznej. Bohaterka traci ukochaną babcię, ale znajduje nową miłość, i to nie w postaci „ciachowatego” chłopca cukiernika.

Rogińskiej udało się w tekst i bohaterkę tchnąć świeżość. „Gruba”, choć dźwięczą w niej poważne problemy, chwilami może zbyt stereotypowo przedstawione (antynomia wredna matka – kochana, rozpieszczająca babcia, brak ojca, wredna koleżanka z pracy, która jest wiecznie na początku diety) i przerysowane (Magda „przygniata ciachowatego chłopca” w autobusie), urzeka ciepłym humorem. I, choć do dystansu, ironii i energetycznego kopniaka „Dobrego ciała” amerykańskiej pisarki Eve Ensler, „Grubej” trochę jednak brakuje, terapeutyczną rolę spełni zapewne u grubych i chudych.

Aleksandra Hudyma

http://czytelnia.onet.pl/0,87722,0,44208,0,0,gruba_recenzja,recenzje.html

Dodaj komentarz