Recenzja Bernadetty Darskiej

Schemat goni schemat

Książka Natalii Rogińskiej to produkt wyjątkowo przewidywalny. Nieprzypadkowo używam określenia „produkt”, bowiem w trakcie lektury towarzyszy czytelnikowi wrażenie, iż ma do czynienia z projektem przemyślanym marketingowo, a jednocześnie wyjątkowo nieprofesjonalnym literacko. Mówiąc inaczej – target jest oczywisty, a do literackości jest daleko, oj, daleko. Rogińska nie ma wielkich ambicji pisarskich, to oczywiste. Szkoda tylko, że potencjał tkwiący w pomyśle opisania życia mocno otyłej, młodej kobiety został wykorzystany tak nieudolnie. W efekcie otrzymujemy czytadło mało dowcipne, przewidywalne, napisane niechlujnym językiem. Tytułowa „Gruba” to dwudziestoośmioletnia graficzka, której projekty cieszą się uznaniem klientów. Jej znajomi w pracy, złośliwa matka, która marzy o uczestnictwie w programie telewizyjnym, i obcy ludzie, których spotyka w sklepach, środkach komunikacji miejskiej, na ulicy, nieustannie wytykają jej znaczną nadwagę, dokuczają jej, wyśmiewają i kpią z ogromnych gabarytów. O ile niesympatyczni znajomi brzmią dość wiarygodnie, o tyle głośno artykułowana niechęć przechodniów wydaje się mocno przesadzona. Bohaterka od dzieciństwa tkwi między przysłowiowym młotem a kowadłem. Pozostając przy tym nazewnictwie, przyjmijmy, że młot to matka, która nieustannie wyzywa córkę od grubasów, grubych krów i zwraca się do niej słowami: „Nawpierdalałaś się ciastek?” (s. 19), a kowadło to ukochana babcia, z którą wnuczka uwielbia spędzać czas i która jest wyjątkowo zadowolona, gdy może dziecko nakarmić. Magda – tak ma na imię bohaterka – obżera się słodyczami, nie kontroluje ani tego co je, ani w jakich ilościach przeróżne smakołyki spożywa. Oczywiście, jest samotna, marzy o mężczyźnie i nie wierzy, że ktokolwiek może się nią zainteresować. Nic nowego, prawda? Ale to jeszcze nic. Powyższe można by jeszcze znieść, gdyby nie finał. Wyjątkowo zabawny, choć w sposób niezamierzony. Zdradzę zakończenie, ci więc, którzy zamierzają książkę czytać, niech opuszczą ten fragment. Na koniec bohaterka odkrywa, że wcale nie kocha młodszego od siebie mężczyzny, z którym łączył ją upojny seks. Uświadamia sobie bowiem, że… jest lesbijką. To doprawdy „fascynująca” maniera dostrzegalna w polskiej literaturze popularnej. Gdy autorka nie wie, jak książkę zakończyć lub jak rozwiązać (wcale nie tak znowu skomplikowane) wątki, decyduje się na gest łatwy i koniunkturalny – zamienia dotychczas heteroseksualną bohaterkę w lesbijkę. Tak dzieje się nie tylko w „Grubej”, ale i w „Przecudnej” Grażyny Bełzy czy w „Zazdrośnicy” Katarzyny Wasilewskiej. Jedyne, co można wyróżnić w tej książce, to wątek bliskiej relacji między babcią a wnuczką. Ale i tu mamy schematyczne zakończenie – kto dziedziczy po staruszce? Oczywiście, Magda. „Gruba” to klasyczny przykład literatury zbędnej. Szkoda, bo efekt mógł być całkiem inny.

http://bernadettadarska.blog.onet.pl/Schemat-goni-schemat-N-Roginsk,2,ID402226843,n

Dodaj komentarz