Recenzja Orchis na bazgradełko.blox.pl

To moje pierwsze spotkanie z Natalią Rogińską. O „Grubej” gdzieś tam słyszałam – kojarzę całkiem niezłą machinę promocyjną. Uważam to za coś bardzo dobrego – książki powinny (!) być promowane podobnie jak filmy czy albumy muzyczne. A bardzo rzadko widujemy je na billboardach. No ale do rzeczy, do rzeczy!

Przyznałam się kiedyś, że literaturę „tak zwaną” kobiecą poczytuję z pewną taką nieśmiałością, a czasem nawet i lekką dozą wstydu. Czemu? No bo czuję tak podskórnie, że wybranie pozycji z tej półki to tak samo jakbym miała do wyboru film Bergmana i „M jak Miłość”. Mocno? Może, ale takie jest moje poczucie. Literaturę tego typu podsuwa mi najczęściej mama, która twierdzi, że literatura to przede wszystkim sposób na relaks. A jej relaks daje właśnie taki typ literatury. I powiem szczerze – trudno jest mi walczyć z tym poglądem – po pierwsze dlatego, że moja mama zawsze ma rację (jak nie ma to patrz poprzednie zdanie), a po drugie… to faktycznie odpręża. Także powolutku, co jakiś czas sięgam i po takie książki. Chociażby z ciekawości.

„Maciejka” to historia o Karolinie, 37-letniej zjadaczce chleba z powszednimi problemami. Jest pielęgniarką, musi dorabiać, co prawda Najwyższy urody jej nie poskąpił, ale i bogatego męża nie zesłał, także musi się sama o siebie troszczyć. I tyle względem fabuły, bo jak zacznę wątki uskuteczniać to zdradzę ową całą. Powiem szczerze – nastawiałam się na zabawną historię ze zgrabnym morałem. Dostałam com chciała? I tak… i nie …

Nie znam poprzednich książek pani Rogińskiej, o jej blogu dowiedziałam się przed chwilą googlując, także powiem szczerze – nie znałam jej poczucia humoru. Także troszkę mnie dobiły przyciężkawe próby żartowania na tematy frywolne – co prawda, należy przyznać, że im głębiej w książkę tym i wtręty żartobliwe na lepszym poziomie. Jednak – chyba nie moje klimaty. Momentami za rubasznie.

Co mi się podobało to sposób w jaki została opisana główna (poniekąd i tytułowa) bohaterka. Postać jest żywa, nie jest absolutnie nieskazitelna, momentami pachnie papierem, ale nie drażni to na tyle, żeby książką chcieć rzucać w ścianę. Bardzo podobały mi się opisy postaci drugoplanowych – koleżanek Karoliny ze szpitala, pana Wacława. Naprawdę fajnie zarysowane portety i przy tych właśnie opisach następowały u mnie parsknięcia.Pani Rogińska fajnie też ponaigrywała się ze środowiska celebrytów.

Przemyślana jest też kompozycja książki – moja licealna polonistka miała prawdziwego świra na punkcie kompozycji klamrowej i przyznaję, że jako czytelnikowi porządkuje mi ona w głowie.

Czy po przeczytaniu „Maciejki” przeproszę się z literaturą kobiecą? Nie wiem. Bardziej odpowiada mi styl pisania chociażby pani Michalak, ale to moje, jak najbardziej subiektywne, odczucie. Nie czuję się jednak w najmniejszym stopniu pokrzywdzona tym, co przeczytałam. Spędziłam przy „Maciejce” dwa całkiem miłe popołudnia, książka pozwoliła mi się zrelaksować, a przecież o to w czytaniu chodzi, prawda?

http://bazgradelko.blox.pl/2011/04/Maciejka-Natalia-Roginska.html

Dodaj komentarz